Dinksy i pocztówki

Przy planszówkach są sytuacje, których nie lubię. Jedna z nich:

Ja: zagraj w Paryż miasto świateł, dwuosobówka, ładna, na pół godzinki.

Bartek: jestem kiepski w układankach, znasz grę, będziesz mieć przewagę, ale dobra, niech będzie.

Ja: przegrywam jednym punktem.

 

 

Wyłożenie zasad zajęło parę minut. Dno pudełka jest jednocześnie planszą (praktyczny pomysł). Mówię:

– Bartek masz osiem żetonów bruku, ja biorę drugie osiem. Na żetonach są cztery rodzaje pól, czerwone – twoje, niebieskie – moje, filetowe – wspólne i latarnie – pomagają punktować.

– A te żetony, żywcem wyjęte z tetrisa?

– Budynki widziane z góry, jakbyś dronem robił panoramę miasta. W pierwszym etapie gry na zmianę wykładamy po jednym żetonie bruku lub zbieramy po jednym budynku. Jak plansza będzie w całości wybrukowana, przechodzimy do etapu drugiego.

– Ok – Bartek wyciąga z pudełka pocztówki – Mogę dziadkom wysłać, jak już skończymy?

– Niekoniecznie – uśmiecham się. – Obejrzyj drugą stronę.

Przyglądamy się chwilę impresjonistycznym grafikom i odwracamy kartki. Na rewersach są obrazkowo przedstawione akcje specjalne.

– W drugim etapie – tłumaczę – będziemy wykładać budynki na planszę lub używać akcji specjalnych z pocztówek. Budynki możesz układać na twoich czerwonych polach lub wspólnych fioletowych. Ja układam na niebieskich i również na fioletowych.

– A te dinksy do czego są? – Bartek wskazuje na drewniane znaczniki.

– To kominy. Serio. Widocznie we Francji tak budują. Kominy w swoim kolorze wstawiasz na wybudowane budynki, żeby się nie pokiełbasiło, który dom jest czyj.

– Co z akcjami specjalnymi?

– Jest osiem na grę, możesz wybrać cztery. Akcje pozwalają np. wymieniać budynki, dostać nowe, dobudować poddasze, zmienić rodzaj bruku czy dostać latarnię.

– Dobra, dobra, na czym robię punkty?

– Kończymy grę, gdy nie ma wolnych pocztówek lub nie da się nic więcej zbudować. Mnożysz rozmiar budynku przez ilość przylegających do niego latarni – to raz, liczysz rozmiar największej grupy połączonych budynków – to dwa, odejmujesz trzy punkty za każdy niewybudowany dom – trzy, punktujesz na akcjach specjalnych – cztery.

Zagraliśmy. Bartek wygrał, grając „na pałę”. Ja grałem podobnie, ale trochę słabiej.

 

 

Moim zdaniem.

W Paryż można grać na dwa sposoby. Pierwszy nazywam metodą „na pałę”. Skupiam się na moich polach bruku, planuję gdzie ustawię budynki, nie interesuję się, co tam rzeźbi przeciwnik. Idę jak przecinak – byle do przodu. Jeśli w drugim etapie plan zabudowy nie wypala, szukam ratunku w pocztówkach.

Metoda druga opiera się na dogłębnej analizie. Układam bruk, by było dobrze dla mnie, a dla niego nie. Buduję budynki przewidując co on zrobi i kombinuję jak popsuć mu plan. Wreszcie wygrywam miażdżącą przewagą i budzę przeciwnika, bo zdążył przysnąć podczas moich analiz.

Paryż, jeśli wejdzie za głęboko, potrafi przeobrazić się w logiczną łamigłówkę połykającą czas. Ale można grać trochę metodą pierwszą, trochę drugą i utrzymać się w przyzwoitych ryzach czasowych. To gra drugiego kroku, dlatego jak chcesz grać z dzieckiem, dobrze by było planszowo ogarnięte. Gra jest ładna, stylistycznie spójna i opowiada ciekawą historię miasta, do którego zawitała elektryczność.

Zagraj. Pół godzinki zabawy i ostatni gasi światło 😊

 

Dziękuję wydawnictwu Lacerta za przekazanie gry dla Stowarzyszenia Gambit.

„Graj” jest cyklem tekstów, w których prezentuję jedną grę. Na blogu znajdziesz również inne formy literackie: felietony, top 3 i gambit kids. Lubisz grać i mieszkasz w okolicach Gliwic? Zajrzyj do nas – wystarczy napisać.