Similo

– Tato, opowiedz bajkę.

– Dawno temu w królestwie zapanowała zaraza. Król z królową zamknęli się w pałacu i zaczęli uczyć swoje dzieci. Po tygodniu król stwierdził, że łatwiej walczyć z zarazą i uciekł z królową.

– Tatooo!

Tęsknisz za starymi czasami? Pamiętasz, gdy wchodziłeś rano do biura, wrzucałeś na słuchawki podcast lub dobrą nutę i zagłębiałeś się w projekt? Potrafiłeś rozwiązać problemy nie do rozwiązania, co na wczoraj robiłeś od ręki, ludzie wykonywali Twoje polecenia bez szemrania. Biuro było pałacem, fotel tronem, a Ty rządziłeś sprawnie i sprawiedliwie.

Co z tego zostało?

Dzisiaj tłumacząc dziecku podstawy literatury słyszysz ziew. Przy fizyce lub chemii jesteś bezlitośnie łamany jak patyk. Podczas nauczania czujesz się jak Rocky Balboa, któremu piętnaście rund obijali pysk. A na finiszu walki o dziecięcą uwagę przegrywasz ze smartfonem.

Jeśli jeszcze nie uciekłeś/rozszarpałeś swojego dziecka, zagraj z nim w Similo. Przyda się wam obojgu.

Similo jest grą karcianą w plastykowym pudełku. Pudełko wygodne i ładne, ma nawet zawieszkę. Bardzo lubię takie praktyczne rozwiązania. Karty przedstawiają różne postaci, w zależności od wersji. Bo Similo wydano w trzech wersjach, ale o tym za chwilę.

 

 

Z zasad wyłaniają się szybkie i sprawne kalambury. Jeden z graczy jest narratorem, pozostali słuchaczami (da się grać w dwie osoby). Narrator ukrywa swoją postać wśród jedenastu innych. Paletę dwunastu kart rozkłada na stole i dociąga pięć kart na rękę. Teraz narrator musi naprowadzić słuchaczy, na postać którą ukrył. Nie może się odzywać. Może jedynie wyłożyć jedną kartę z ręki na stół i zasugerować, że postać na karcie ma lub nie, wspólne cechy z poszukiwanym/poszukiwaną. Słuchacze przy pierwszej podpowiedzi muszą wyeliminować jedną kartę, przy kolejnej dwie, potem trzy, cztery i na końcu wskazać wybrańca.

Szybciutko i sympatycznie. Zabawa trochę kojarzyła mi się z Tajniakami, wersją obrazkową, ale zdecydowanie bardziej z grą „Zgadnij kto to?”. Zabawa w eliminację i zawężanie kręgu podejrzanych, tylko podpowiedzi nie są tak bezpośrednie. Zgadujący kombinują co podpowiadacz miał na myśli, a smaku dodaje tematyczność poszczególnych talii. Najprostszą i dedykowaną dzieciom jest talia „Baśnie”. Występują tu całe grupy postaci z bajek. Jest Piotruś Pan i Kapitan Hak, Kopciuszek, Mała syrenka, Trzy świnki, Alicja i ekipa z drugiej strony lustra. Gra dedykowana jest dzieciom od 7 roku życia i one spokojnie sobie poradzą. U mnie w większości przypadków, odgadywaliśmy w trzeciej lub czwartej turze, choć bywały i ślepe strzały.

 

 

Wyższą szkołą jazdy reprezentuje talia „Mity”. Tutaj już trzeba się wykazać znajomością mitologii greckiej, czyli głównie kto był czyją żoną, kochankiem, dzieckiem z prawego lub niekoniecznie, łoża. Jeśli pamiętasz mity, to wiesz ile tam było powiązań, najgorszy potwór okazywał się szwagrem kogoś ważnego. Choć podobno szwagier nie rodzina. Na szczęście karty w każdej części mają krótkie notki, kto jest na ilustracji. Talia „Mity” również zalecana jest dzieciom od 7 lat. Przypomnę tylko, że mity greckie są lekturą w piątej klasie podstawówki.

 

 

Najwyższy poziom trudności reprezentuje Similo „Historia”. Każdą z postaci powinieneś znać lub coś o niej słyszeć, ale znajdź powiązanie miedzy Van Goghiem i Marią Antoniną, albo Newtonem i Siedzącym Bykiem. Trick Similo polega na tym, że zawsze możesz wskazać, iż postacie nie są powiązane cechami wspólnymi. Przekleństwo Similo polega na tym, że wypadałoby wiedzieć czy powiązania są, czy ich na sto procent nie ma i jeszcze mieć pewność, że ekipa, z którą grasz ma podobny poziom wiedzy co Ty.

Dlatego „Historia” jest najtrudniejsza. I znowu talia sugerowana jest graczom od siódmego roku życia. Czy siedmiolatki nie mogą zatem zagrać w „Mity” i „Historię”? Mogą, tylko, że zabawa będzie przypominać rozgrywkę we wspomniane wcześniej „Zgadnij kto to”. Dzieci nie mając wiedzy, skupią się na cechach fizycznych postaci: mężczyzna, czy kobieta, biały, czy ciemnoskóry, dobry, zły, poważny, smutny, na zielonym tle czy niebieskim. Możesz wspólnie z dzieckiem poznawać postacie i uczyć się. Nie mów, że doskonale pamiętasz wszystkie mity i fakty historyczne, odkrywanie Similo przyda się i Tobie 🙂

 

 

Podsumuję zatem.

Nie dajcie się zwieść okładkowej klasyfikacji wiekowej. Różne wersje Similo są odpowiednie dla różnych grup wiekowych. „Baśnie” – od siedmiu lat, „Mity” od jedenastu, „Historia” podobnie lub wyżej.

Regrywalność – do dyspozycji masz 30 kart w talii. Nie za dużo i grając w tym samym składzie stosunkowo szybko nauczycie się swoich sposobów myślenia. Na szczęście wersje Similo można łączyć i przy niskiej cenie otrzymasz ciekawy, regrywalny produkt.

Z plusów wymienię proste zasady i zaangażowanie dziecka w grę oraz najważniejsze – bajkowe ilustracje. Specjalnie zostawiłem to na koniec. Widzicie zdjęcia i możecie ocenić sami. Similo można kupić choćby dla pięknych kart.

Moja końcowa ocena jest zgodna z oceną ośmioletniej córki. Wystawiamy 5 – Similo naprawdę warto mieć.

 

Dziękuję wydawnictwu Fox Games za udostępnienie Similo do recenzji.

 

Jak oceniamy:

1 – To nie jest gra dla dzieci. Właściwie nie wiadomo dla kogo to gra.

2 – Dziecko się nudzi. Coś poszło nie tak.

3 – Jest dobrze. Raz na jakiś czas można wyciągnąć i zagrać.

4 – Jest bardzo dobrze. Dziecko angażuje się w grę samo, nie musisz ciągnąć wołami.

5 – Super. Dziecko dobrze się bawi i lubi do gry wracać. Jak dziecko idzie spać ty się dobrze bawisz i lubisz do gry wracać.

6 – Gra zmora. Dziecko wyciąga ją codziennie i chce grać, a tobie już się uszami wylewa.

 

Kochani, jak widzicie założyłem nowy dział w blogowej przestrzeni Stowarzyszenia Gambit. Pod charakterystycznym logo będą pokazywać się recenzje gier dla dzieci. I zawsze możecie liczyć na jakąś zabawną historię z życia.  Mojego i Waszego, bo wiem, że myślimy podobnie 🙂