Zaraz będzie ciemno! Zamknij się!

– Będziesz Calineczką, czy Roszpunką? – Zapytał Wojtek, lat 39, informatyk – kiedy dowiedział się, że jadę na Pyrkon.

– Chciałem być muskularnym bogiem mordu – wyznałem – ale ostatnio zarzuciłem treningi i dietę fit.

Pyrkon, impreza w temacie szeroko pojętej fantastyki, skupia co roku rzesze fanów. W kwietniu Poznań odwiedziło ponad 50 000 ludzi. Większość z nich przebrała się za bohaterów popkultury. Przekrój dość szeroki: od japońskiej mangi po amerykański mit o nadludziach.

– Dlaczego wybrałem kostium Spidermana? – Dwudziestoletni Andrzej zwija właśnie sieciosploty. – Żeby zwrócić na siebie uwagę. Spidey jest teraz na propsie.

Andrzej sam zrobił kostium. Przygotował projekt, kilka gadżetów kupił na eBayu, przy szyciu pomagała mu siostra. Gdyby Andrzej poszedł w kostiumie do szkoły, koledzy nie daliby mu żyć. Tutaj nie musi się martwić. Nikt go nie osądzi, ani nie wyśmieje.

 

 

Pyrkon odbywa się w kilku pawilonach. Ale nie tylko. Zabawa trwa również między budynkami. Ludzie tańczą, robią sobie zdjęcia, zaczepiają innych. Są ciekawi, otwarci, głośno się śmieją.

– Młodość musi się wyszumieć – zauważa Marian, lat 50, elektryk ubrany w koszulkę z napisem Star Wars. – Ponad trzy dekady temu jeździłem do Jarocina, potem z synem zaliczyliśmy Przystanek Woodstock. Dzisiaj jestem z córką tutaj. Inne subkultury, inne zwyczaje, ale poczucie swobody to samo. Wchodząc na Pyrkon masz wrażenie, że należysz do czegoś fantastycznego.

Rozmowę przerywa nam hałas. Grupa ludzi zaczyna tańczyć w kole, do rytmów irlandzkiego folku. W środku, przy głośniku, Jezus dyryguje krzyżem skręconym z podłużnych balonów.

– To już przesada – mruczy stojąca obok mnie Mariola, lat 26, bibliotekarka przebrana za Cersei Lannister. – Są ludzie, którzy wiarę traktują poważnie, a on to robi dla lajków.

Taniec się kończy, gapie chowają telefony, Cersei odchodzi dyskutując z Catwoman o wolnych miejscach w pawilonie noclegowym. Marian idzie zrobić sobie selfie pod ciężarówką z grafikami Star Wars.

 

 

Podczas festiwalu ceny za noclegi w centrum Poznania rosną trzykrotnie. O pokój warto zatroszczyć się kilka miesięcy wcześniej. Na szczęście organizatorzy Pyrkonu zapewniają miejsce do spania – olbrzymi pawilon, gdzie do dyspozycji uczestników oddano sanitariaty i … podłogę. Każdy może rozłożyć tu karimatę i śpiwór. Wolne miejsca znikają bardzo szybko, ale w nocy i tak mało się śpi. Atrakcje trwają całą dobę. Można usiąść w games roomie i zagrać w planszówkę o dowolnej porze. Można skoczyć  na nocną imprezę w pawilonie wiosek rekonstrukcyjnych. Można ruszyć w miasto, bo Poznań przygotował masę atrakcji dla pyrkonowych gości. Żeby zjeść wcale nie trzeba się nigdzie ruszać. Na terenie festiwalu znajdują się punkty gastronomiczne, a w każdym podobne menu. I te same ceny. Może różnorodność nie za duża, ale dzięki takiej polityce nie ma walki cenowej. Brak kilometrowych kolejek do punktu, gdzie „kupisz burgera o 2 zeta taniej”. Wszędzie jest tak samo.

 

 

Ruszam do ulubionego pawilonu z planszówkami. Jest tu zatrzęsienie stoisk. Przy każdym wydawcy pokazują gry planszowe, tłumaczą zasady, zapraszają do zabawy. Siadam przy stoliku w kawiarence. Obserwuję ludzi i utwierdzam się w przekonaniu, że tu każdy może być kim chce. Obok Michał, piekarz z Bydgoszczy rozkłada grę Monopoly Junior Frozen. Siedmioletnia Hania, córka Michała, układa na planszy figurki.

– Dzisiaj będziesz Elsą tato.

 

 

Słowem wyjaśnienia – zdania z tytułu, to pyrkonowy zwyczaj. Na sali noclegowej co jakiś czas ktoś wrzeszczy „Zaraz będzie ciemno”, a tłum zgodnie odpowiada „Zamknij się” i wszyscy się cieszą. Podobnie na games romie co chwilę ktoś wstaje i kłania się, bo akurat wygrał partię, a cała sala bije mu brawo.

Felieton ten powstał jako konrapunkt dla tekstu opublikowanego w pewnym mainstreamowym tygodniku. Pyrkon odkrywałem jako przedstawiciel serwisu Świat Gier Planszowych. Jeśli jesteście ciekawi moich wrażeń zapraszam do przeczytania dwóch poprzednich felietonów opublikowanych na łamach ŚGP.

Mój pierwszy Pyrkon

Pyrkon planszowo

Na koniec dziękuję Oli, Agacie i Darkowi Danowskim za pomoc i wspaniałe towarzystwo. Bez was nie odkryłbym Pyrkonu.

 

Prowadzę w Gliwicach Stowarzyszenie Gier Planszowych Gambit. Poznaj nas.