Jak nie zostałem projektantem gier

Kilkanaście lat temu zagrałem w pierwszą nowoczesną planszówkę. Następnego dnia wiedziałem, że muszę zrobić własną. Nic trudnego – pomyślałem, wystarczy skleić dwie dobre mechaniki, osadzić w oryginalnym temacie i gotowe. Sława, splendor, autografy. Będzie dobrze. Nikt mi nie powiedział, że gra o żukach gnojarzach może stać się niewypałem.

 Nie zrobiłem błyskawicznej kariery, ale wpadłem na nowy pomysł. Zorganizowałem warsztaty dla projektantów gier. Odbywały się podczas konwentu Pionek. Pomyślałem, że pozbieram więcej takich jak ja i wspólnie coś wymyślimy. Albo przynajmniej ktoś mi doradzi, żeby nie robić gier, w których głównym surowcem są kulki gnoju.
Na warsztaty jechałem już z nowym prototypem. Gra o transporcie mebli i urządzaniu mieszkania. Dotacja z Ikei gwarantowana – planowałem radośnie. Tylko, żeby działało.
Niestety nie działało. Przyjemność z rozgrywki porównywalna do jeżdżenia gołą dupą po żwirze. Gratuluję testerom, którzy dotrwali do końca gry.

 


Czy czegoś się nauczyłem? Normalny projektant jak Adam Kwapiński lub Michał Oracz przez następne pięć lat testowałby, liczył, testował, liczył, robiłby tabelki w excelu i poprawiał.
Ja stwierdziłem, że nudno będzie tak liczyć w samotności i zorganizowałem konwent dla projektantów gier. Nazywał się Unpub Polska i zaliczył dwie samodzielne edycje.
Fajnie było. Przyjeżdżali ludzie ze swoimi prototypami, osoby znane z branży robiły prelekcje. Była Viola Kijowska i Marcin Ropka (Grupa MV) z wczesną wersją Alien Artifacts , Krzysiek Wolicki (RedImp) opowiadał o crowdfundingu, Łukasz Piechaczek (Ludiversum – planszówkowa kawiarnia) o kosztach wydania gry.
Ludzie grali, dawali sobie wskazówki, dyskutowali, a w dyskusjach słychać było konstruktywną krytykę. Oczywiście miałem swój prototyp. Nawet działający. Testerzy zagrali, pochwalili, poklepali po pleckach, ale jak rozpromieniony zapytałem, czy umówią się na kolejną partię, usłyszałem:
– Jasne, oddzwonimy.
Tylko, że nie wymienialiśmy się numerami telefonów.

 


Pomiędzy konwentami dość aktywnie uczestniczyłem w spotkaniach gliwickiej grupy twórców i testerów. Jedną z gier, którą wtedy testowałem, mogliście ostatnio  wesprzeć na zagramw.to – Glory: A Game of Knights. Oczywiście, kiedy autorzy pracowali nad Glory, ja już rozkręcałem kolejną inicjatywę. Tak się złożyło, że koło gier planszowych w Gliwicach kończyło swoją działalność. Postanowiłem przejąć spuściznę i razem z dwójką przyjaciół założyliśmy Stowarzyszenie Gier Planszowych Gambit.
Dzisiaj mam pudło pełne prototypów i nie potrafię go wyrzucić. Po dziesięciu latach zrozumiałem, że bardziej od tworzenia gier cieszy mnie organizacja planszowych spotkań.
I kiedy to zrozumiałem wreszcie zrobiłem swoją pierwszą i jedyną grę, która została wydana.
Ale to już zupełnie inna historia.

Marcin Korzeniecki.

 

Poznaj Gambit. Dużo się u nas dzieje. A może z nami zagrasz? Spotkania w każdą środę w Gliwicach przy

ul. Barlickiego 3 sala 33 (od 17.00 do 21.00)

A może chcesz się pochwalić ile prototypów masz w szufladzie? Robimy ranking 🙂 Wbijaj na grupę i zaskocz wszystkich – Grupa Stowarzyszenia Gier Planszowych Gambit