Planszowe podziemie

Dziewiąty tydzień epidemii. Wyglądam jak Forest Gump, po tym jak czwarty raz przebiegł Stany (zdjęcie macie w okładce). Tyle, że ja nie lubię biegać. I nie znam osobiście żadnych fryzjerów, a jak tworzyło się fryzjerskie podziemie pisałem dla Was felietony. Teraz boję się kucać przy Lidlu, bo jeszcze ludzie zaczną mi rzucać drobne pod nogi.

Fryzjerskie podziemie, rany, jak to brzmi. Słyszałem już o różnych akcjach nielegalnych, ale że fryzjerzy? A planszówki? Słyszeliście o planszowym podziemiu? Przez chwilę istniało. Poczytajcie co ludzie robią w czasie pandemii.
Koronaparty
Późny wieczór. Marek idzie pustą ulicą. Spieszy się, chociaż nie biegnie. Gdyby go zatrzymali, ma gotową wymówkę. Do pracy, na drugą zmianę. Marek ściska pod pachą torbę, a w środku nowiuśkie Marvel Champions: the Card Game. W oddali słychać komunikat z krążącego po mieście radiowozu : ”Mieszkańcy, zostańcie w domach!”.
Czy planszówkowcy zeszli do podziemia? Przecież nie wolno się spotykać, a idea zabawy w gry planszowe, opiera się na kontaktach towarzyskich. Myślę, że wielu z Was już spotkało się lub spotyka na rozgrywki. Pewnie są to spotkania w sprawdzonym gronie, zawsze tym samym, żeby ograniczyć ryzyko. Kto, jak kto, ale my potrafimy szacować ryzyko, prawda?
Ludzie grają. Po cichu, nie chwalą się, nie wrzucają zdjęć w media społecznościowe, może nie notują każdej rozgrywki na BGG, ale grają. Bo to silniejsze od nas.
Serwery padły
Pierwszym naturalnym odruchem w trakcie lockdownu było wejście w internet. Przypomniałem sobie o istnieniu serwisów z planszówkami online. Na Board Game Arena przywitała mnie informacja o przeciążeniu serwerów i braku możliwości grania dla niezarejestrowanych użytkowników. Może trzeba poczekać do trzeciej w nocy i wtedy będzie mniejsze obciążenie? – Pomyślałem. Tyle, że BGA jest serwisem międzynarodowym. O trzeciej naszego czasu w Chinach jest poranek, a 1,4 mld Chińczyków też siedzi na częściowym lockdownie i się nudzi.
Serwisy planszowe w trakcie pandemii przeżywają istne oblężenie. Wrocławski konwent Gratislavia przeskoczył do Tabletopii, a akcja GRAnatowa Czelendż do wspomnianego BGA. Ludzie grają online i chociaż to nie to samo, na razie musi wystarczyć.

 

Rękodzieło
Spora ilość wolnego czasu sprzyja dłubaninie. Wyciąga się wtedy z szuflady zakurzone projekty i albo wspomina z sentymentem, albo kończy. Sporo osób zajęło się malowaniem figurek, ale widziałem też inne pomysły. Radek (GroTwórca) wypuścił na platformie wsparcia społecznego kampanię z grami print & play i całkiem dobrze mu poszło. Mój lokalny znajomy, Artur Skotarek zajął się odtwarzaniem planszówek w większej skali. Rising Sun, Dominant Species, czy Ankh Morpork spod noża Artura wyglądają niemal identycznie jak oryginały. Wojtek (Golonko Crafts) zrobił użytek z drukarki 3D i chwali się kolejnymi akcesoriami do gier planszowych. Nawet moja osobista szwagierka Magda wykonała artystyczną wersję szachów. Zdjęcia cudów rękodzieła ozdabiają niniejszy felieton.

 

Dzieciakowo
Nagle przypomnieliśmy sobie, że z dziećmi też da się grać. Może nie od razu w Terraformację Marsa, ale Zombie Kids, czy Ślimaki to mięczaki okazały się całkiem sprytnymi gierkami. Dzieciaki mają mnóstwo emocji, my mnóstwo ubawu obserwując młodych. I też jest fajnie. Inaczej, ale fajnie. Wielu spośród nas, zostawi tradycję grania na stałe w rodzinie.
A hasło „rodzinna planszówka w niedzielę po obiedzie” nabiera teraz innej barwy i znaczenia.
W felietonie skorzystano ze zdjęć, których autorami są Artur Skotarek, Wojtek (Golonko Crafts) i Magdalena Grabarczyk-Stasiło.

Podobało się? To wejdź na facebook lub instagram i polub profil. Wysiłek niewielki, a dla mnie dużo radości. Prowadzę w Gliwicach stowarzyszenie Gambit. Może z nami zagrasz? Spotkania w każdą środę przy ul. Studziennej 6 od 17.00. (poza kwarantanną).