Pojedynek ninja

Dzisiaj przypominam o starszej grze karcianej wydawnictwa Portal. Zakładajcie sandały, ruszamy do Japonii.

Niewielka dwuosobowa gra oparta na znanej wszystkim zabawie: papier-kamień-nożyce.
Każdy z graczy ma swój zestaw wojowników ninja i mistrza. Budujemy ścieżkę, po której będą się poruszać nasi cisi zabójcy.

 

 

Trzy kości (czerwona – kamień, zielona – nożyce, niebieska – papier) z wartościami 1,2 lub 3 będą wskazywały o ile pól i którym wojownikiem możemy się poruszyć.
Mistrz na początku chroni wioskę, bo to o nią będzie główny bój. Innym sposobem wygranej jest całkowite wyeliminowanie wroga.
Każdy gracz musi wykonać przynajmniej jeden ruch w swojej kolejce. Rzuca więc kośćmi i decyduje, który ninja się porusza, a jak więcej niż jeden, to w jakiej kolejności.
Może iść pojedynczy wojownik lub nieść na swym grzbiecie do dwóch innych. Jeśli postacie zatrzymają się na polu wioski, gdzie znajdują się już karty przeciwnika, dochodzi do walki.
A walka jest prosta: gdy karty są różnych rodzajów to rozpatrujemy efekty papier-kamień-nożyce, gdy tego samego, to zwycięża ten o wyższej sile, gdy są sobie równi to remisujący cofają się o jedno pole w kierunku swojej wioski.

 

 

Każdy ninja ma swoją nazwę. Dodatkowo można pobrać sobie z netu, udostępniony przez Portal, opis wszystkich postaci użytych na kartach.
W grze mamy dziwną sytuację: choć mistrz posiada największą siłę, to tylko on męczy się podczas walki czyli jego siła spada z każdą rozegraną na danym polu potyczką. Inni, zwykli, ninja wciąż prezentują tę samą moc. Może autor gry uznał, że mistrzem zawsze jest starszy człowiek, doświadczony, ale jednak z ograniczoną wiekiem siłą, a jego uczniowie to młodzi, silni ludzie 
Gra trwa w miarę krótko, jednak czasami chwilę trzeba czekać na decyzję przeciwnika, nim rozważy wszystkie możliwe do wykonania ruchy, łącznie z rozpatrzeniem walk, które miałyby się odbyć.
Jest to gra taktyczna, dobra dla tych lubiących wszystko sobie wyliczać, choć nieco losowa (ach, te kości!).

 

 

Pojedynek ninja nie jest zły, choć może się zdarzyć, że będziecie omijać walki i postanowicie jak najszybciej przerzucić jak najwięcej swoich wojowników jak najbliżej wioski wroga. W innym wypadku nie ma siły – trzeba rozpatrywać ruch i walki jakie się po nim się odbędą.
Mnie gra nie porwała, ale raz na jakiś czas mogę zagrać.

Zdjęcia pochodzą ze strony wydawcy.

Podobało się? To wejdź na facebook lub instagram i polub nasze profile. Wysiłek niewielki, a dla mnie dużo radości. W Gliwicach możesz ze mną zagrać na spotkaniach Stowarzyszenia Gambit w każdą środę przy ul. Studziennej 6 od 17.00. (poza kwarantanną).