Portalcon 12

Portalcon jest konwentem branżowym organizowanym przez wydawnictwo Portal na początku roku. Na Portalconie, szef wydawnictwa, Ignacy Trzewiczek zapowiada co knurowska firma wypuści na polski rynek w bieżącym roku. Potem w sporo z tych gier można zagrać w game roomie, gdzie dostępne są również starsze portalowe tytuły. Wydarzenie obfituje w dodatkowe atrakcje, jak aukcja gier tajemniczych, które prezes wyciąga z przepastnych magazynów firmy, czy mecz piłki nożnej rozgrywany z drużyną Portalu. Każdy uczestnik imprezy przy wejściu otrzymuje prezent powitalny, czyli torebkę pełną promek do portalowych gier.

Na tegoroczny Portalcon 12 jechałem mocno spóźniony. Dotarłem na Stadion Śląski już po zapowiedziach premier na 2020 r. Wpadłem jak bomba, obejrzałem szybko sale, przywitałem się z setką znajomych i zadałem jedno, bardzo ważne pytanie: gdzie nowości?

Wszystkie nowe gry rozstawiono przy ścianie okiennej. Każdą grę tłumaczył pracownik Portalu. Tak byłem zaaferowany, że właściwie nie wychodziłem z tej strefy. Ominęły mnie pozostałe prelekcje (które spokojnie obejrzę na kanale youtube Portal Games PL, ominął mnie mecz piłki nożnej. Podobno w press romie można było obejrzeć większość zapowiedzianych gier. Nie wiem, nie dotarłem. Pokój dla prasy jest kolejną atrakcją, która mnie ominęła.

Można pomyśleć, że dwunasty Portalcon był dla mnie imprezą, podczas której niczego nie zobaczyłem i wszędzie się spóźniłem. Otóż nie. Zdążyłem zagrać w cztery świetne gry.
Na początku usiadłem do nowej gry Brunona Cathali. Ishtar opowiada o budowie ogrodów na pisakach pustyni. Przy stole poznałem min. sympatycznych ludzi z Ostrowa Wielkopolskiego, którzy pomagają organizować festiwal Ostro w planszę. Pogadaliśmy, jak to u nich wygląda, w międzyczasie sadząc na planszy zieleńce i palmy. Ishtar okazał się średniej ciężkości sałatką punktową, dobrą jako dodatek do pogaduchów.
Musicie wiedzieć, że na większości konwentów trudno dopchnąć się do najnowszych gier. Zazwyczaj są zapisy i zanim się człowiek obejrzy, nie ma już wolnych miejsc.
Ale ja pytam, czy jako pojedynczy mogę się dołączyć do jakiegoś składu i zawsze się wcisnę. Przy okazji poznaję nowych ludzi, co jest bardzo przyjemne. Tak dosiadłem się do Cthulhu: Death May Die. Akurat grę rozpracowywało dwóch ojców z, na oko, ośmioletnimi córkami. Sam mam córkę, którą nieraz próbowałem zarazić miłością do gier, ale do Cthulhu nie dałaby się zaciągnąć. Tymczasem z warszawską ekipą radośnie eliminowaliśmy kultystów, paliliśmy przedwiecznych i ganialiśmy z siekierą za wampirami. Wielki Cthulhu (figurka naprawdę jest wielka) szykował się powoli, ale systematycznie, do zstąpienia na ziemię. Nie doczekałem przerażającej konfrontacji, bo dziewczynki zrobiły się śpiące i przerwaliśmy grę. Niemniej do CDMD chętnie znowu usiądę.

 

Szukając nowych doznań trafiłem do strefy karcianej, a tam zwolniło się miejsce przy Terrors of London. Dostałem plik wydrukowanych kart, włożonych w koszulki, jeszcze z angielskimi tekstami. Polska edycja gry dopiero się tworzy. Zagrałem i po pierwszej partii byłem kupiony. Takie Star Realms z potworami w wiktoriańskim Londynie. Mówiąc jaśniej: dwuosobowa gra karciana, w której staram się wykończyć przeciwnika, konstruując talię z potworów i łowców. Dobre i szybkie. W Gambicie musi być.
Ostatnią z nowości, która mnie zachwyciła, było Mystic Vale. Tym razem starałem się odbudować świat zniszczony przez złego maga. Jako druid użyźniałem dolinę, by przywrócić jej zielone piękno. Bardzo prosta w zasadach gra, opiera się o dwa kluczowe mechanizmy: push your luck (ryzykuj z umiarem) i budowa kart w tali. Tak, budowa kart, a nie talii. W Mystic Vale karty są częściowo przeźroczyste i znajdują się w koszulkach. Do takiej koszulki można zmieścić maksymalnie trzy karty i jeśli obrazki się dobrze złożą, powstanie potężna karta działającą na kilka sposobów. Miałem niezłą uciechę w odkrywaniu możliwości jakie daje taka zabawa. Polecam gorąco.
 
 Z Portalconu wychodziłem przed 22.00, kiedy ekipa Portalu zaczynała sprzątać. I choć było już bardzo późno, to wszyscy gambitowcy jeszcze grali i aż mi było wstyd wychodzić jako pierwszemu.
Cóż prezesowi się wybacza 😊
Jeśli chcecie poczytać więcej o wymienionych wyżej grach, polecam obserwować nasz profil na facebooku lub instagramie. Będą się tam pojawiać minirecenzje.

 

Poznaj Gambit. A może z nami zagrasz? Spotkania w każdą środę w Gliwicach przy ul. Studziennej 6 od 17.00.