Bitwa Warszawska

Czy gra historyczna może być niezgodna z historią?

– Towarzyszu, przegrywamy na froncie południowym i północnym. Żołnierze są zmęczeni i głodni. Szanse na zwycięstwo coraz mniejsze.

– Sobaki! – Stalin spojrzał na mnie z pogardą. – Kazałbym wyrzucić wszystkich z okopów. Niech idą na szpicę.

– Pierwsza linia frontu? – Pobladłem z przerażenia. – Tam nikt nie przeżył.

– Rosja to dumny naród. I duży. – Stalin w zadumie pochylił się nad mapą. – Zyskalibyśmy przewagę. I wygrali tę bitwę…

 

 

Którą z gier można określić jako historyczną? Dość trudne pytanie. Bohaterka recenzji, gra Bitwa Warszawska, jakoś naturalnie pasuje do schematu. Bo odwzorowuje określone wydarzenie z historii. Idąc tym tropem, Brass też jest grą historyczną, bo pokazuje wydarzenia ze stulecia rewolucji industrialnej w Wielkiej Brytanii. Co tam Brass, pójdę szerzej, co druga gra dzieje się w jakimś okresie. Zatem można powiedzieć, że są historyczne, ale czy zgodne z historią?

Myślę, że nie. Brass, Cywilizacja Poprzez Wieki, czy nawet Europe Divided  przedstawiają historyczne fundamenty, na których zbudowano gry, ale gracze mogą historię ułożyć po swojemu. Można wybudować przędzalnie lub rozwinąć przemysł stoczniowy. Można wprowadzić do gry istotne postacie historyczne lub nie. Można zagrać wydarzenia omijając ich chronologiczną kolejność.

A jak w tych ramach mieści się Bitwa Warszawska? Gra koncentruje się na trzynastu dniach, podczas których rozgrała się operacja wojskowa między Armią Czerwoną a Wojskiem Polskim.

Plansza pokazuje przedpola Warszawy i trzy fronty, na których toczyły się potyczki: północny, środkowy i południowy. Każdy z frontów ma pierwszą i drugą linię. Sześć pól, na które można wysyłać wojska. W turze gracze na zmianę zagrywają kary, a pod koniec rozpatrują starcia i wyłaniają zwycięzców na frontach. Karty występują w trzech rodzajach: dowódcy, rozkazy oraz oddziały. Ogólnie karty pozwalają wprowadzać nowe oddziały na planszę, poruszać już istniejące, wzmacniać armie lub wprowadzać zasady specjalne.

W grze możemy jeszcze walczyć o przewagi w trzech dziedzinach. Fundusze decydują o inicjatywie i ilości kart na następną turę, zaopatrzenie zapewnia większą ilość wojsk lub ich mobilność, a poparcie społeczne pozwala zablokować przeciwnika. Ponadto każda z armii posiada możliwość zablokowania jednego z pól na stronie przeciwnika, a w trakcie gry można blokady przesuwać.

Po zagraniu kart dochodzi do bitwy. Na każdym froncie porównywana jest siła obu armii. I tu ciekawostka, żołnierze z pierwszej linii frontu są silniejsi, ale umierają podczas starcia. Wojska z drugiej linii frontu choć słabsze, mogą się okopać i przeżyć do następnej rundy. Punkty zwycięstwa można zdobyć wygrywając na dwóch lub trzech frontach albo przejmując znacznik dodatkowej punktacji pojawiający się losowo na jednym z frontów. Grę wygrywa armia, która pierwsza zdobędzie siedem punktów zwycięstwa lub ma największą ich ilość po trzynastu rundach.

 

 

Bitwę Warszawską zaprojektowano pierwotnie jako dwuosobowe taktyczne starcie. Potem dodano wariant trzy i czteroosobowy, ale wciąż jest to potyczka między Sowietami, a wojskiem Piłsudskiego. W rozgrywkach powyżej dwóch osób, część graczy musi grać w kooperacji, wspólnie dowodząc jedną z armii. Wtedy inicjatywa jest bardzo ważna. Do mnie takie rozwiązanie nie przemawia. W każdym sztabie musi być jeden dowódca, bo inaczej robi się bałagan. Bitwa najlepiej działa w składzie dwuosobowym. I kropka.

Rozgrywka, jak już dobrze pozna się zasady, przebiega dość sprawnie, choć czasem dochodzi do przestojów. Większość kart ma podobny tekst, więc trudno je zapamiętać. Bywa, że karty trzeba powtórnie czytać, by sobie przypomnieć jak działają. Droga do zwycięstwa bywa mozolna. Maksymalnie w turze można zdobyć trzy punkty, ale często dochodzi do remisu i nikt nie zdobywa nawet punktu. Podobnie wygląda wojna. To nie epickie starcie grupy Avengersów, którzy w jedno popołudnie ratują świat od zagłady. Wojna jest długotrwałym procesem nastawionym na zmęczenie i wyniszczenie przeciwnika. Tyle, że w grze, zwłaszcza dla rodzinnego odbiorcy, zbyt długie przeciąganie liny wpływa na spadek dynamiki.

Bitwę Warszawską polecam właśnie graczom rodzinnym, ale nie zupełnie początkującym. Jest tu troszkę za dużo zasad dla kogoś, kto w planszówkach jest zupełnie zielony. Graczom zaawansowanym zabraknie długofalowej strategii. Bitwa to gra taktyczna. To co możesz zrobić zależy od kart jakie aktualnie otrzymasz. Albo walczysz, albo gromadzisz siły na kolejną turę. I tu niestety lub stety wkracza losowość. Bo może się zdarzyć, że karty nie podejdą i pozostaje jedynie minimalizacja strat. Jeśli jesteś na końcówce gry i idziesz łeb w łeb z przeciwnikiem, kiepski zestaw kart przekreśla szanse na zwycięstwo. Zostaje lekki niesmak, bo przecież starałeś się, a na finiszu np. nie dotarło wojsko.

Losowość można zaakceptować, zwłaszcza, że pasuje do charakteru gry, natomiast trudno pogodzić się z niedociągnięciami w ikonografii i instrukcji.

Na planszy fronty ułożone są pionowo, natomiast ich oznaczenie na kartach – poziomo. Ikona frontu na karcie jest kompletnie nieprzydatna, na szczęście tekst pod spodem wszystko wyjaśnia. Polska armia ma zielone pionki, a ich ikony na kartach wojska również są zielone. Kolor armii Sowieckiej to czerwony, ale ikony pionków na radzieckich kartach są… Zielone. Jeden z graczy zwrócił mi na to uwagę pytając, jakie właściwie pionki ma wystawiać na planszę. Grał Sowietami.

Powyższe błędy są niewielkimi potknięciami, które można przeboleć. Niestety, instrukcja w paru miejscach jest niejasna, a to już może zniechęcić do gry.

 

 

Zaczynając rozgrywkę czteroosobową nie potrafiliśmy dojść po ile kart ma otrzymać każdy z graczy na następną turę. Po trzy czy po sześć? Dopiero po rozgrywce dwuosobowej zrozumiałem jak działa karta funduszy. Zastanawialiśmy się też, czy można doprowadzić do sytuacji, gdy jedna armia ma zablokowane trzy pola bitwy. Niby instrukcja nie zabrania, ale czy nie będzie to zbyt przegięta sytuacja? I podobne dylematy z kartami rozkazów. Niektóre pozwalają przesunąć dowolny oddział. Ale dowolny swój, czy również dowolny przeciwnika? Oczywiście można traktować instrukcję dosłownie i jak napisali dowolny, to dowolny i koniec. Tyle, że Bitwa Warszawska jest grą dedykowaną graczom rodzinnym, a tacy powinni mieć napisane jasno co wolno, co nie i jeszcze mieć to pokazane na obrazkowych przykładach. Inaczej się zniechęcą i nie zagrają. Jedna z moich grup testowych tak właśnie zrobiła.

Wracam do początkowych pytań: czy Bitwa Warszawska jest grą historyczną i czy jest zgodna z historią?

Bitwa jest grą historyczną. Przedstawia realia starcia pod Warszawą, na kartach występują dowódcy z obu stron konfliktu, armie są asymetryczne, żołnierze na kartach mają odpowiednie mundury i ekwipunek. Nawet wyróżnienie trzech frontów i rozbicie rozgrywki na trzynaście rund odpowiadają prawidłom historycznym. Przecież Bitwa Warszawska trwała trzynaście dni.

Zostaje odpowiedź, czy Bitwa jest grą zgodną z historią? Otóż nie. Bo w grze mogą wygrać Sowieci 😊

Podsumowanie:

Na plus

– historyczny klimat

– nietrudne zasady,

– emocje zwłaszcza przy zagrywaniu ostatnich kart w turze

Na minus

– losowość

– niektóre ikony na kartach,

– brak przejrzystych przykładów w instrukcji i klarownych wyjaśnień

– potrafi się dłużyć.

Dziękuję wydawnictwu Zielona Sowa za przekazanie gry do recenzji.

Na blogu znajdziesz również inne formy literackie: felietony, graj i gambit kids, top 3. Lubisz grać i mieszkasz w okolicach Gliwic? Zajrzyj do nas – wystarczy napisać.