Glory: Droga do chwały

Ile jesteś w stanie zapłacić za marzenie? Twórcy gry Glory: Droga do chwały zapłacili czasem. Dziesięć lat trwało projektowanie i testowanie gry. Potem zorganizowano zbiórkę na portalu wsparcia społecznego, a w trakcie produkcji wybuchła pandemia. Glory przeszło długą i trudną drogę zanim dotarło do chwały. No właśnie, czy pogoń za marzeniem skończyła się szczęśliwie?

 

Skąd pomysł?

 

Twórcy – Marcin i Dominik poznali się w bractwie rycerskim. Obaj mają sentyment do wieków średnich i obaj walczyli na miecze. Gdzieś między jednym sparingiem, a drugim, Dominik powiedział Marcinowi o swoim marzeniu: pracował nad grą o pojedynkach rycerskich, nad czymś w rodzaju symulatora średniowiecznego szlachcica. 

 

 

Konia z rzędem

 

W trakcie gry odbędą się trzy turnieje. Jak daleko w nich znajdziesz przełoży się na punkty zwycięstwa. Przed każdym turniejem jest faza przygotowania, w której zdobywasz fundusze, trenujesz, prosisz Boga o błogosławieństwo, kompletujesz zbroję, ćwiczysz rumaka i gromadzisz pomocników. W tym etapie wykorzystano mechanikę worker placement. Pionami rezerwujesz wybrane akcje, nigdy nie zrobisz wszystkiego, więc wybieraj mądrze. Na jednym z pól możesz dobrać karty. Niektóre zawierają natychmiastowe bonusy, za inne trzeba zapłacić, są też karty z przeciwnikiem, za pokonanie którego zbierzesz konkretne nagrody. Warto zawsze mieć kilka tych kart w zapasie, bo wykorzystasz je w następnym etapie gry. Możesz zapisać się do turnieju. Robiąc to teraz możesz przebierać w przeciwnikach. Czasem wybranie słabszego na początek pozwoli wspiąć się wyżej w drabince turniejowej, z kolei w potyczkach na końcu gry rozchwytywani są silniejsi rycerze, bo pokonanie ich przynosi więcej punktów chwały. Na planszy znajdziesz też pole z zadaniami pobocznymi. Takie misje, które niby robi się „na boku”, a przynoszą na tyle dużo punktów, by zdecydować o zwycięstwie. Trzy z takich misji są jawne i każdy z graczy może je realizować do końca gry. Kolejne zadania można dobrać i realizować indywidualnie. Na czym polegają misje? Na zgromadzeniu odpowiednich zasobów (np. żetony siły, błogosławieństwa, pomocników). Czasem jest to trudne, bo zasoby są ci potrzebne do turnieju. Ostatnie z pól na planszy pozwala zmienić kolejność w następnej turze. Niestety wymaga poświęcania jednego z pionów, a tych jest ograniczona ilość.

Po fazie przygotowań nadchodzi etap zagrywania kart. Jeśli zdobyłeś je wcześniej to teraz wykorzystaj. Są jak dodatkowe akcje i warto o nich pamiętać. Zaraz potem jest faza porządkowania, w której otrzymasz wsparcie przed bitwą i wreszcie turniej. 

Do wyboru są dwa warianty turnieju: potyczki z niezależnymi przeciwnikami i turniej „pucharowy”, w którym prędzej czy później gracze staną przeciwko sobie.

 

 

Kto mieczem wojuje 

 

Pojedynki są osobną mini grą która odbywa się według określonego schematu. Najpierw gromadzisz pulę kości w trzech kolorach. Ilość kości w każdym kolorze zależy od: zadeklarowanej siły na dany pojedynek, poziomu zbroi i jakości wierzchowca. Po rzucie wybierasz jedną kość z każdego koloru, oczywiście weźmiesz te z najwyższymi wynikami. Sumę porównujesz z siłą przeciwnika. Jeśli jest wyższa wygrałeś,  jeśli nie, to właśnie teraz jest moment, w którym możesz zakrzywić czasoprzestrzeń. Prosisz Boga o łaskę i przerzucasz kości, używasz pomocników by poprawić statystyki, na koniec możesz wyciągnąć relikwię i zrobić numer “na świętego”. W średniowieczu najmocniejszą relikwią były szczątki świętych. Pamiętaj, kawałek piszczela w medalionie może przesądzić o zwycięstwie. Niestety relikwie, przeciwnicy i deklarowana siła „zużywają się” w trakcie walki, dlatego zarządzanie nimi jest kluczem do sukcesu.

Każdy pojedynek rozstrzyga się do dwóch wygranych. Jest to bardzo ciekawe rozwiązanie, bo w pewnym stopniu niweluje losowość. Zdarza się, że spłynie na ciebie szczęcie i w pierwszym rzucie masz najwyższe wyniki. Świetnie chłopie, to powtórz ten numer jeszcze raz, wtedy wygrasz. Lub odwrotna sytuacja: w pierwszym starciu kompletnie Ci nie wyszło. Możesz wykorzystać pomocników, błogosławieństwo i relikwie, albo… odpuścić licząc, że w kolejnych dwóch potyczkach rzuty będą lepsze. Zwycięzca nagradzany jest punktami chwały (kto by pomyślał patrząc na tytuł gry), ale przegrany nie odchodzi z niczym. Jeśli wygrał choć jedno starcie, połowa chwały zwycięzcy spłynie również na niego.

 

 

Turnieje

 

Jak już przy walce jestem, kilka słów o turniejach. Do wyboru są dwa tryby: turniej pucharowy i taki dla „euro panienek” 🙂

Turniej z rycerzami niezależnymi. Rozgrywany jest w trzech miastach, gdzie wykładane są żetony przeciwników. Od razu widać siłę rycerzy, więc łatwiej zaplanować walki. Rywalizacja między graczami polega na wyścigu, kto szybciej zarezerwuje odpowiedniego przeciwnika.

Turniej pucharowy. Przypomina eliminacje do mistrzostw w piłce nożnej. Na dole planszy jest miejsce dla kilku rycerzy, których zestawia się w parach. Z każdej pary zwycięzca przechodzi poziom wyżej i staje w szranki z kolejnym przeciwnikiem, tak aż zostanie jeden. W tym turnieju istotne są dwie rzeczy: odpowiedni dobór przeciwnika na początku i rozłożenie sił. Pisałem wyżej, że warto wcześniej zapisać się do turnieju, żeby wybrać słabszego rycerza i łatwiej wspiąć się wyżej. Na starcie, często będziesz walczyć z niezależnymi przeciwnikami, ale na wyższym poziomie spotkasz się z graczem z drugiej strony stołu. I wtedy wychodzą emocje. Ile zasobów zużyć, kiedy poddać walkę, kiedy zaryzykować? Ten rodzaj turnieju jest trudniejszy, bo wymaga obserwacji przeciwników, jak prowadzą walki, ile zasobów jeszcze im zostało. Ten wariant jest ciekawszy, bardziej emocjonujący i nowatorski. Nie spotkałem się z podobnym rozwiązaniem w innych grach, więc określenie „symulator średniowiecznego rycerza” pasuje do tej gry.

 

 

Obiektywizm

 

Od razu się przyznam, że w przypadku Glory ciężko u mnie z obiektywizmem. Byłem jednym z testerów na etapie powstawania gry. Do pewnego momentu. Usiadłem kiedyś z twórcami i powiedziałem że mam dość. Gra ma za dużo reguł, wymaga planowania rozkładu sił i przewidywania jak będzie zachowywał się przeciwnik. Za dużo tego – mówiłem – obetnijcie połowę, bo mózg mi się przegrzeje. 

Podziękowali i wrócili do pracy. Ja obserwowałem przebieg prac, kampanię i proces produkcyjny. Zgodziłem się zagrać dopiero finalna wersję, pamiętając wszystkie moje marudzenia. Bardzo się zdziwiłem. Reguły zostały wygładzone, twórcy wprowadzili sporo ułatwień, jak tor z boku planszy wskazujący aktualny etap gry i co należy w nim zrobić. Faza planowania działań (worker placement) jest bardzo intuicyjna, wszystko widać na planszy. Sekwencję starcia rozrysowano na planszach graczy, instrukcja jest czytelna i ułożona z sensem. Teraz jestem „prowadzony za rękę” i nie muszę pamiętać o wszystkim.

A jak ktoś nie lubi, jak ja, łamać sobie głowy zagraniami przeciwnika, ma specjalny wariant turnieju, gdzie walczy przeciw rycerzom na żetonach. Nazwałem go żartobliwie grą dla „euro panienenk”, bo jest pozbawiony konfrontacji między graczami. Od początku widać siłę przeciwników i łatwiej policzyć i zaplanować działania. Ten wariant został zaprojektowany specjalnie ze względu na moje marudzenie. Czuję się dumny, niemal jak ojciec chrzestny. Podjąłem również decyzję o objęciu gry patronatem medialnym, bo warta jest tego.

 

 

Na bogato

 

Rozkładając grę na stole od razu widzisz za co płacisz. Stos żetonów, duża klimatycznie ilustrowana plansza, kilka talii kart, mini plansze graczy, wór specjalnych kości, a w wersji luksusowej metalowe monety i znacznik rundy wyglądający jak brosza. Jest naprawdę bogato, a żeby to wszystko pomieścić, warto rozkładać się na dwóch stołach. 

 

Wariant solo

 

Glory posiada również popularny ostatnio wariant solo i to w kilku odmianach. Można grać tak, by osiągnąć wymaganą ilość punktów, można też ścierać się z przeciwnikiem generowanym przez grę. Oczywiście są łatwiejsze i trudniejsze stopnie każdego wariantu. Spróbowałem i przyznam, że nie było łatwo, zwłaszcza, że w fazie przygotowania, specjalny algorytm blokował mi co chwilę kolejne akcje. Czułem presję i emocje, że coś na co poluję, może być za moment niedostępne.

 

Dla kogo ta gra?

  • dla fanów euro, którym nie przeszkadza czynnik losowy, 
  • dla ludzi którzy szukają średniowiecznego klimatu, tu jest pod dostatkiem,
  • dla lubiących agresywne zagrania,
  • dla tych co nie boją się większej ilości reguł,
  • dla dorosłych i nastolatków.

 

 

Moja opinia 

 

Jest to bardzo udana symulacja turniejów rycerskich. Zabawa dla fanów euro gier, którzy lubią zarządzać losem. Polecam grę graczom środka, czyli takim, którzy szukają czegoś bardziej ambitnego niż proste tytuły na wejście, ale nie mają czasu i głowy do bardzo zaawansowanych tytułów ekonomicznych. Glory da się rozegrać w godzinę, gdy wszyscy znają dobrze zasady. Możesz poczuć złość, gdy przeciwnikowi wychodzą wysokie wyniki na kościach, a ty się wykrwawiasz. Tak bywa, ale dostajesz sporo narzędzi do manipulowania wynikami. Gra wyróżnia się warsztatową rzetelnością i siedzi w klimacie. Jeśli masz ochotę skruszyć kopię, wskakuj na konia i stawaj w szranki. Droga do chwały czeka!

 

Dziękuję wydawnictwu Strategos Games za egzemplarz patronacki.

Jeśli spodobał Ci się tekst, polub gambitowy profil na facebooku i instagramie. Będziesz miał dostęp do bieżących informacji, bo publikuję krótkie notki niemal codziennie.

A jeśli będziesz w Gliwicach, wpadnij zagrać. Każda środa, od 17.00 w centrum GCOP przy ul. Studziennej 6.