7 Złotych Miast

Wiem jak zdobyć bogactwo, przeżyć przygodę i spędzić urlop w egzotycznym miejscu. Trzeba tylko uważać na spadające głazy.

To proste: rozkładasz 7 Złotych Miast z wydawnictwa Nasza Księgarnia i dwadzieścia minut później jesteś bogaty i masz za sobą wycieczkę do Północnej Ameryki. Najpierw opiszę Ci jak działa gra, dlaczego akcja dzieje się w Północnej Ameryce, a na koniec określę, którzy gracze będą bawić się najlepiej przy tym tytule.

 

 

Pamiętasz Wyprawę do El Dorado? Hit Naszej Księgarni rzucał graczy w południowoamerykańską dżunglę. Przedzierali się przez dzikie tereny w poszukiwaniu Złotego Miasta. Tym razem akcja przenosi się do Ameryki Północnej, gdzie na terenie Nowego Meksyku podobno istniała kraina siedmiu miast pełnych złota i drogocennych kamieni. Trafiasz do tej krainy, a konkretnie do świątyni pełnej skarbów i niebezpieczeństw.

Lubisz licytacje? Zazwyczaj podbija się stawkę dając więcej pieniędzy, ale nie w tej grze. Walcząc o pierwszeństwo wejścia do jaskini określasz ilu archeologów do niej wyślesz. Największa ekipa wchodzi pierwsza, ale po eksploracji idzie odpocząć do obozu. Możesz nie wysyłać nikogo, wtedy zgarniesz odpoczywających w obozie, ale jak więcej graczy wpadnie na ten pomysł, będziecie się musieli archeologami podzielić. Pamiętaj jeszcze o jednym – ten kto przegrywa licytację, ze skarbów zgarnia same resztki.

 

 

Bo o skarby tu chodzi. Zawsze jakieś znajdziesz. Pierwsi gracze zgarniają co najlepsze, ostatni mogą trafić na przedmioty obłożone klątwą.

W świątyni znajdziesz maski całe ze złota, szafirowe medaliony, jadeitowe węże, tarcze z piór i czaszki, na których ciąży klątwa. Tych lepiej unikaj.

Niestety świątynia się zawala, ale możesz zdecydować, które części groty zostaną pogrzebane pod gruzami. Jest to istotne, bo komnaty określają wartość skarbów. Odpowiednio manipulując zawaliskami możesz sprawić, że medaliony będą wiele warte, a węże na przykład przyniosą straty. Zależy jakie skarby zbierasz i co zbierają przeciwnicy. Zawsze fajniej się gra, gdy drugiemu można coś popsuć 🙂

Razem z niektórymi skarbami pojawia się możliwość zdobycia kart bonusowych. Tu niestety twórca się nie popisał. Są karty tak potężne, że musisz je mieć i karty, których przez większość rozgrywek nikt nie chce, bo działają tylko w określonych sytuacjach.

Wygrywa ten, kto na koniec zdobędzie najwięcej złota spieniężając skarby, tracąc na przeklętych czaszkach i zyskując dodatkowe profity z kart specjalnych.

 

 

Komu nie polecam:

  • osobom lubiącym większą kontrolę nad grą. Tu licytacje nie są jawne, czasem zgarniasz wszystko, czasem nic. Trudno przewidzieć jak zachowają się inni gracze,
  • osobom ceniącym ścisłe powiązanie klimatu z mechaniką. Motyw poszukiwania skarbów jest fajny, ale wartości w komnatach świątyni raczej nie pasują do klimatu,
  • dwuosobowym zespołom. Licytacje działają zdecydowanie lepiej przy większej ilości graczy.

 

Komu polecam:

  • graczom ceniącym prostą i szybką rozgrywkę. Instrukcja jest bardzo czytelna, zasady intuicyjne. W kilka minut po rozpakowaniu pudełka można grać,
  • osobom lubiącym element zaskoczenia. Miło człowiekowi, kiedy zgarnia dobre skarby nie wysyłając żadnego archeologa na wyprawę.
  • graczom doceniającym dobrą oprawę graficzną. Komiksowy styl ilustracji pasuje do złotych masek i groźnych czaszek. Grafiki budują klimat gry, nawet jeśli matematyka go czasem przykryje,
  • czteroosobowym zespołom. Te będą bawić się najlepiej. Trzech graczy również daje radę.

 

Bardzo polubiłem 7 Złotych Miast. Są fajnym, dwudziestominutowym przerywnikiem. Dobrze bawię się podczas gry, chociaż bywa, że przegram z dwukrotnie mniejszą ilością punktów niż lider. Taki urok licytacji. Proszę tylko o więcej kart specjalnych, bo te nie są równo zbalansowane.

Dziękuję wydawnictwu Nasza Księgarnia, że podesłało egzemplarz gry do Stowarzyszenia Gambit.

 

Jeśli spodobał Ci się tekst, polub gambitowy profil na facebooku i instagramie. Będziesz miał dostęp do bieżących informacji, bo publikuję krótkie notki niemal codziennie.