Kapituła

Grupa snobów trzymająca władzę, sekta, kółko wzajemnej adoracji, loża masońska. Różnie określano kapitułę przyznającą nagrodę Planszowej Gry Roku. Chciałbym opowiedzieć o tej osobliwej grupie i sposobie ich pracy.

Aby dostać się do kapituły trzeba znać się na planszówkach. Jestem pewien, że niejeden geek czytających te słowa stwierdzi: phi, spokojnie mógłbym zostać członkiem. Tyle, że oprócz wiedzy, trzeba umieć ją jeszcze przekazać. Członkowie kapituły to blogerzy, vlogerzy, aktywni uczestnicy forów i mediów społecznościowych, organizatorzy planszowych wydarzeń. Są to ludzie, którzy oprócz grania, starają się na wszelkie sposoby pokazać hobby światu. A wierzcie mi, że jest to czasem ciężka praca. Ciężka, ale przyjemna. 

 

 

Nudy, nudy, nudy, czyli organizacja.

 

Jak już przy pracy jesteśmy, opiszę działalność kapituły. Zaczyna się od powołania Komitetu Organizacyjnego. Członkowie komitetu zapraszają do współpracy ludzi, którym się chce. Co chce? Pracować nad regulaminem. Żmudne i bardzo potrzebne. Potem zostają powołane kapituły, osobna dla gier rodzinnych i zaawansowanych, osobna dla gier dziecięcych. W ostatniej edycji zostało powołanych 51 osób. Pięćdziesiąt jeden, rozumiesz? Ponad pół setki geeków, mimo pandemii, zgłosiło się, by wykorzystać wiedzę i doświadczenie w wyłonieniu perełki, tej najlepszej gry. 

Następnie wydawcy zgłaszają swoje tytuły do odpowiednich kategorii. Wydawcy muszą wybrać tylko kilka gier z aktualnego portfolio. Dlaczego? Wyobraź sobie, że w ubiegłym roku na polskim rynku pojawiło się jakieś trzysta gier. Super, nie? Tylko kto w to wszystko zagra i sprawdzi? Członkowie kapituły musieliby zrezygnować z pracy, żeby ogarnąć taką ilość. Stąd ograniczenia. Po weryfikacji zgłoszeń wydawców zaczyna się najciekawsza część pracy kapituły.

 

 

Testy, testy, testy, czyli długa gwiazdka.

 

Aby kapituła mogła dobrze wykonać swoją pracę (serio testy gier to praca, tyle że najlepsza na świecie) musi mieć dostęp do tytułów. Nikogo nie stać, by kupował wszystko co pojawi się na rynku. Ale wydawcy czynnie wspierają członków kapituły wysyłając im gry do testów. Paczki z grami krążą między członkami kapituły, aż każdy zagra we wszystko czego nie poznał. W tym miejscu muszę się do czegoś przyznać. Pewnie się domyśliliście, że należałem do kapituły. Opiszę jak wyglądało to od mojej strony.

Czas testów jest okresem ciągłej pracy, pełnej mobilizacji i dyspozycyjności. Jest jak bardzo długa gwiazdka. Wyobraź sobie, że kurier z paczką jest u Ciebie co tydzień. A w każdej paczce od kilku do kilkunastu gier. Po miesiącu wiedziałem już jak nazywają się dzieci mojego kuriera, a on wiedział o której kończę pracę. Mam wyrozumiałą żonę, nie była zazdrosna. 

Następne dni to nieustający ciąg spotkań planszowych. Na szczęście blisko mieszka Leszek, on też należy do kapituły. Mam też całe stowarzyszenie Gambit do dyspozycji. W okresie testów zawalam gambitowy facebook i instagram zdjęciami gier i moimi pytaniami: dzisiaj doszło to i to, czekam na chętnych w naszej sali. I tak trzy do czterech dni w tygodniu. 

Istny raj. Serio. Granie na czas, bo bywa, że na ogranie dwunastu tytułów są trzy tygodnie i paczka musi pójść do następnego gracza w innej części Polski. W międzyczasie oczywiście przychodzi kolejna paczka, terminy się zazębiają, ale wszystko da się ogarnąć, jeśli się lubi.

I ma wyrozumiałą żonę, która zajmie się dziećmi i domem.

 

 

Gry, gry, gry, czyli nieustająca ciekawość.

 

Po co komu kapituła? Bo przyglądamy się różnym grom, również tym, o których większość graczy nie ma pojęcia. Chcemy mieć jak największy zakres. Nie każdy fan planszówek zalicza rokrocznie kilkadziesiąt nowości. My tak. Osobiście bardzo to lubię. Nie znudziło mi się jeszcze. Patrzę na tytuł przez pryzmat emocji jakie wywołuje u graczy. Obserwuję zaangażowanie ludzi przy stole, czuję kiedy spada dynamizm rozgrywki i zastanawiam się dlaczego. Analizuję co można było wyrzucić, a czego jest za dużo. Nie potrafię w ciągu dwóch rozgrywek znaleźć taktyki wygrywającej, ale umiem ocenić, czy tytuł spodoba się grupie docelowej. Mam za sobą jakieś piętnaście lat zabawy z planszówkami. Tak, przechwalam się trochę, ale gry są moim hobby. Chyba jedynym obecnie, więc chcę być najlepszą wersją gracza, na jaką mnie stać.

 

 

Trzy, dwa, jeden, finał.

 

Kapituła ocenia gry w trzech etapach. Każdy etap coraz bardziej zawęża ilość tytułów. Został stworzony specjalny algorytm, który na podstawie wyborów kapituły wyłania zwycięską grę. Finał i ogłoszenie wyniku odbywał się dotychczas podczas dużego fanowskiego wydarzenia, np podczas Pyrkonu. W ubiegłym roku finał miał się odbyć podczas Planszówek na Narodowym, ale pandemia zmieniła plan. Zwycięskie gry ogłoszono w internecie, zrezygnowano z gali. Trochę szkoda, ale najważniejsze, że tradycja przetrwała i mimo przeciwności losu nagrody zostały przyznane.

 

Wierzę w nagrodę planszowej gry roku. Wierzę, że ludzie, którzy oceniali gry włożyli tyle samo serca co ja, w ten proces. Jestem pewien, że uhonorowane tytuły i osoby są najlepszymi w swojej kategorii. A gdy czytam, że ktoś tworzy kolekcję gier nagrodzonych tytułem planszowej gry roku, to serce mi rośnie.

 

Chciałbym podziękować organizatorom za trud włożony w podtrzymanie tradycji: Mirosławowi Gucwie, Marcinowi Krupińskiemu i Kamilowi Traksowi.

 

Jeśli lubisz planszówki, zrobiłeś coś ciekawego, napisz do mnie. Może uda nam się wspólnie zrobić z tego ciekawą opowieść. Mail: sgp.gambit@gmail.com

Na blogu znajdziesz również inne formy literackie: recenzje, felietony, polecanki, gambit kids, top 3. Lubisz grać i mieszkasz w okolicach Gliwic? Zajrzyj do nas i zagraj, jak pandemia się skończy – wystarczy napisać.