Spalić panu auto?

Zaczęło się od niewinnej wiadomości do Stowarzyszenia Gier Planszowych Gambit.
Dzień dobry. Nazywam się Agnieszka, pracuję jako nauczycielka. Szukam kogoś, kto podjąłby się stworzenia gry o nietypowej tematyce. Jesteście zainteresowani?
Różnie mi szło z projektowaniem. Postanowiłem jednak spróbować. Przecież mam cały Gambit do pomocy. Co, że my nie umiemy robić gier? Odpisałem, że oczywiście podejmujemy się zadania.
Umówiliśmy się na spotkanie, a ja zacząłem się zastanawiać, co to za nietypowy temat. Grzyby z Yuggoth? Wombaty? Rolnictwo w Małopolsce?


Na spotkanie przyjechały trzy nauczycielki. Wyjaśniły, że ich szkoła bierze udział w projekcie Erasmus polegającym na wymianie doświadczeń między uczniami i nauczycielami z sześciu europejskich krajów. Projekt miał motyw przewodni, a zwieńczeniem wymiany miała być gra planszowa. Ponieważ uczniowie nie znali nowoczesnych mechanik, a chcieli zrobić coś lepszego niż chińczyk, postanowili poprosić stowarzyszenie Gambit o pomoc. Mieliśmy stworzyć podstawowe reguły, a nastolatki odpowiadały za testy, oprawę graficzną i ostateczny szlif. Pytanie o temat coraz bardziej mi ciążyło.
Wombaty w kosmosie?
– Jeśli przygotujecie projekt – rozpoczęła Agnieszka – przekażemy stowarzyszeniu kilka gier, które sami wybierzecie.
– Kilka? – zapytałem.
– Kilkanaście – dodała z uśmiechem.
– Jaki nakład, jaki budżet i ile mam czasu – już się nie wahałem.
Ustaliliśmy, że wydanych zostanie sto egzemplarzy, a budżet pozwalał na stworzenie gry karcianej (karty, instrukcja, pudełko i mini plansza). Dostałem dwa miesiące.
– To jaki ma być temat? – Zapytałem.
– Motywem przewodnim projektu jest problem migracji w Europie – ujawniła Aga. – Przygotujcie grę o uchodźcach.
???
– A nie mogą być wombaty w kosmosie?
Jak się domyślacie wombaty nie przeszły, za to rozpoczął się wyścig z czasem. Dwa miesiące to dosyć mało, a jeszcze pojawił się problem w ujęciu koncepcji. Był rok 2017, kolejne fale uchodźców właśnie zalewały Europę. Tragedia za tragedią. W Polsce wrzało. Przeciwnicy i sympatycy ścierali się w debatach i dyskusjach, zwłaszcza internetowych. I jak tu robić grę na tak wrażliwy temat? Jeśli zakpię, sympatycy uchodźców wyleją wiadra hejtu. Jeśli zrobię grę o osadzaniu obcokrajowców w Polsce, możliwe, że jakiś radykalista spali mi auto. Przypadkiem.
Myślałem długo i wymyśliłem. Gracze obejmowali rolę przywódców europejskich państw, bezpośrednio zaangażowanych w przyjmowanie uchodźców. Każda tura gry rozpoczynała się właśnie od napływu uchodźców przedstawionych na kartach. Przywódcy musieli zadecydować wspólnie kto ile uchodźców przyjmie do swojego obozu, a następnie przesuwać ich i relokować tak, by uciekinierzy tej samej narodowości znaleźli się obok siebie. Chodziło o metaforę rodziny odnajdującej się w migracyjnej zawierusze. Dopiero grupy uchodźców z jednego kraju można było osadzać, czyli ściągać z planszy. Przy złym planowaniu dochodziło do przepełnienia w obozach dla uchodźców, a w konsekwencji do buntów, zamieszek i przegranej gry.
Leszek, współzałożyciel Gambitu, pomógł mi przygotować prototypy i pojechaliśmy na prezentację. Sześć krajów, sześć grup nauczycieli i mój kulawy angielski. Ale Polak zawsze się dogada. Gra się spodobała, pojawiły się propozycje zmian, ulepszeń i wariantów. Po kilku miesiącach dostałem informację, że „Uchodźcy” zostali wydani w Turcji i trafili do uczniów.
Zawsze chciałem wydać grę i udało się . Co prawda niewielka grupa osób poznała tytuł, żaden tam ze mnie wielki projektant, ale spełniłem marzenie. I najważniejsze – uczniowie dobrze się bawili grając, a Gambit dostał świetne gry, którymi cieszymy się do dzisiaj.

Marcin Korzeniecki

 

Poznaj Gambit. A może z nami zagrasz? Spotkania w każdą środę w Gliwicach przy ul. Barlickiego 3 sala 33 (od 17.00 do 21.00)