Jak Krzysztof Krawczyk prawie rozwalił nam imprezę

– Nikt nie przyjdzie. Spojrzałem jeszcze raz na grafik i ręce mi opadły. Impreza skazana na porażkę.

Piechu jest albo większym optymistą niż ja, albo mniejszym panikarzem. Łukasz Piechaczek prowadzi w Katowicach kawiarnię planszówkową Ludiversum. Może słyszeliście? Może byliście?  Łukasz rozpoczął współpracę z działem promocji hali Arena Gliwice. Mamy w Gliwicach halę widowiskowo – sportową. Jest całkiem spora, druga co do pojemności w Polsce. Kiedy powstała, pomyślałem, że to idealne miejsce dla konwentu planszowego. Ja pomyślałem, Piechu zrobił.

 

Planszówki w Arenie Gliwice odwiedziło 1400 osób, a potem pojawił się pomysł, by imprezę robić częściej. Oczywiście na mniejszą skalę. Organizatorzy oddali do dyspozycji dwie sale, zaplecze sanitarne i dostęp do kawiarenki. Tak powstało Nocne granie. Stowarzyszenie Gambit prowadziło już podobne imprezy, więc wiedziałem, że musimy tam być. Problem w tym, że pierwsze Nocne pokrywało się z terminem igrów studenckich. W tym samym czasie na placu przed Areną miały zagrać Farfocle, Lej mi pół, Łąki Łan i uwaga, Krzysztof Krawczyk.

 

 

– Kto przyjdzie na planszówki? – Tłumaczyłem Łukaszowi, – kiedy tam Krzysiu parostatkiem w piękny rejs sunie? Nic z tego nie będzie.

Kiedy dotarłem na miejsce, wyglądało, jakby potwierdziły się moje najgorsze obawy. Prawie nikogo przy wejściu, w pierwszej sali pusto. Za to jakieś boksy stoją. Okazało się, że wcale nie jest pusto, tylko w tych boksach siedzą rpg-owcy i tropią spiski, biją białogłowy, gwałcą smoki, czy jakoś tak… Każda ekipa miała swój stół osłonięty przed wzrokiem innych. Gliwicka sekcja RPG jest bardzo silna. Na ich spotkania przychodzi ponad 70 osób. Jak usłyszeli o Arenie, od razu włączyli się do akcji.

 

 

Minąłem korytarze, kątem oka obserwując ludzi w kawiarence (lody były!) i wreszcie dotarłem do sali gier. Większa niż się spodziewałem. Jedna ściana cała przeszklona z widokiem na park i zachodzące słońce. Ale od zachodu piękniejszy był widok ludzi przy stołach. Sala pełna. Pod oknem Wojtek Chuchla (WC) prezentował rebelowe nowości. Plansza do mrocznego Abomination robiła niezłe wrażenie. Byłem ciekaw ilu znajdzie się chętnych do stworzenia własnego Frankensteina. Na stołach obok lacertowe Azule cieszyły się niesłabnącym powodzeniem. Z gier nowych był Newton i Reykholt (epopeja o sadzeniu warzyw). Jedna z ekip w skupieniu przesuwała po mapie figurki wikingów z gry Blood Rage. W oczach graczy – berserk. Postanowiłem ich nie zaczepiać. Pod ścianą siedziała wesoła grupa grająca w Eksplodujące kotki, a pary, których przyszło całkiem sporo, świetnie odnajdywały się przy grach Naszej Księgarni. Gdzie się człowiek nie obejrzał, tam coś się działo.

 

 

Przy wejściu zaczepiła mnie grupka nowych gości.

– Co się tu właściwie dzieje? – Zapytali.

– Pod oknem wykopują trupy, przy ścianie wybuchają koty, a tu obok sadzą kalafiorki. Ja turniej robię. Wchodzicie?

Niepewnie, ale się zapisali. Rozkręciłem turniej w Ryzyk Fizyk od Egmontu. Uwielbiam gwiazdorzyć w tej grze. Mogę budować napięcie, wprowadzać graczy w zdumienie, a przy finalnym odczytaniu wyników, zawsze są okrzyki radości. Ryzyk Fizyk to quiz, gdzie trzeba znać zagadnienia z wiedzy ogólnej, ale również trzeba umieć dobrze obstawić. Kasyno dla bystrzaków.

 

 

Wróciłem na aulę, gdzie Łukasz kończył turniej w Patchwork Doodle. Wygrała najładniejsza kołderka. Impreza miała skończyć się o 1.00, a po północy wciąż sala była pełna. Byłem niewyspany, ale napompowany fantastyczną energią i po ludzku szczęśliwy.

I do dziś się zastanawiam, czy Krzysztof Krawczyk zgromadził taką fajną widownię, jak u nas.

 

A już w piątek będziecie mieli okazję przekonać się osobiście jak fajnie jest na Nocnym graniu. Zapraszamy!

 

https://www.facebook.com/events/568582316883824/?active_tab=about