Skyline Express roll and write

Kilka kolorowych pisaków, kilka kostek i kartka papieru? Na pierwszy rzut oka nic specjalnego. W małym pudełku mieści się jednak świetna rozrywka która może być idealnym przerywnikiem dla większych tytułów.

W grze wcielasz się w konduktora, który musi zapełnić wagon pasażerami. Twoim zadaniem jest takie rozmieszczenie osób, aby zdobyć jak najwięcej punktów. Punkty zdobywasz za odpowiednią konfigurację, w zależności od zadań które ustalane są na początku rozgrywki. Kolor kostki oznacza kolor pasażera, wartość kostki daje bonusy. Za jedynkę dostajesz dwa bilety. Za dwójkę, trójkę lub czwórkę – bilet i punkt kości. Za piątkę i szóstkę – Twój pasażer jest personą. Po zebraniu odpowiedniej ilości biletów, wybierasz sobie zadanie extra, które tylko tobie dodaje punkty na koniec gry. Co więcej, tego konkretnego zadania nie może wybrać już żaden inny gracz. Punkty kości możesz w razie potrzeby wykorzystać, aby zmienić wartość wybranej kości lub jej kolor. Persony dają dodatkowe punkty na koniec gry.

 

 

Jak wygląda rozgrywka?

 

Jesteś pierwszym graczem. Rzucasz wszystkimi kośćmi, wybierasz jedną. Rozpatrujesz jej wartość, uzupełniając odpowiednie pola na swojej planszy i umieszczasz pasażera w wagonie. Kolejny gracz powtarza czynności, z tym, że do wyboru ma już tylko pozostałe kości. I tak aż wszyscy wykonają ruch. W każdej turze inna osoba jest pierwszym graczem. Po wypełnieniu wszystkich miejsc w wagonie gra się kończy i następuje liczenie punktów.

 

Gra wprowadza modyfikatory zasad w przypadku rozgrywki jedno- i dwuosobowej, dzięki temu rozgrywka jest tak samo ciekawa niezależnie od ilości graczy. 

W grze solo masz oprócz swojego wagonu do dyspozycji wagon wirtualnego przeciwnika. Wybierasz kość dla siebie, następnie dla przeciwnika. Pozostałe kości przerzucasz i powtarzasz czynność. Wybór kości dla przeciwnika jest opisany konkretnym algorytmem. Nie masz więc żadnych wątpliwości, którą z nich należy przydzielić przeciwnikowi.

W rozgrywce dwuosobowej różnica polega na tym, że drugi gracz wybiera od razu dwie kości, a pierwszy bierze ostatnią.

 

 

Gra Skyline Express – roll and wite to kieszonkowa wykreślanka, której pudełko zmieści się wszędzie. Kompaktowe wydanie pozwala na zabranie gry na wycieczkę w góry albo do pociągu. Jedyne, czego potrzebujesz, to kawałek płaskiego stołu i miejsce gdzie możesz rzucić kośćmi.  Gra przeznaczona jest maksymalnie dla czterech osób. Czas rozgrywki zajmuje niecałą godzinę. Instrukcję wydano w języku polskim i angielskim – dodatkowy atut, tym bardziej, że rozgrywka jest w pełni niezależna językowo. Na wytłumaczenie zasad potrzebujesz kilku minut.

Tytuł jest całkiem dynamiczny, nie czekasz długo na swoją turę. Pomimo prostego wykonania gra stanowi wyzwanie, ponieważ odpowiednie rozmieszczenie pasażerów wymaga planowania od samego początku. Poprzez bonusy które zbierasz w trakcie rozgrywki możesz zminimalizować stopień losowości. 

Proste zasady, kompaktowość i dynamika to cechy dobrej gry dla początkujących. Nie potrzebujesz dużego stołu, a niedługi czas rozgrywki jest z pewnością dobrym argumentem na przekonanie osób które trudno namówić na większy tytuł.  

 

 

Poznaj Sylwię. Sylwia zaczęła się pojawiać na spotkaniach stowarzyszenia Gambit, a gdy ogłosiłem, że szukam chętnych do pisania recenzji, zgłosiła się jako jedna z pierwszych. Postanowiłem poszerzyć grono redakcyjne, dlatego w najbliższym czasie możesz się spodziewać tekstów autorstwa kolejnych uczestników gambitowych spotkań. Sylwia wrzuciła Skyline Espress do plecaka i ruszyła w góry.  Wróciła z wyprawy z gotowym tekstem, który masz powyżej. Ponieważ lubię dorzucać swoje trzy grosze, zadałem autorce kilka pytań i wywiązała się między nami ciekawa rozmowa na temat gry. Postanowiłem dorzucić dialog do recenzji.

Marcin Korzeniecki

Marcin

– Czy zmniejszająca się pula kości w trakcie tury jest według Ciebie ograniczeniem możliwości gracza?

Sylwia

– Mniejszy wybór przyspiesza rozgrywkę. Ze względu na zróżnicowane zadania początkowe nie ma specjalnie problemu z ograniczeniem wyboru, bo każdy kolor się przydaje. Poza tym, w kolejnych turach zmienia się gracz rozpoczynający, co wyrównuje szanse.

– Jak oceniasz funkcjonalność arkusza? Mazaki robią dość duże kropki, a miejsca na zaznaczanie jest mało. Czy to było dla Ciebie wygodne?

– Arkusz jest trochę mały, przez co podział wagonu mniej czytelny. Można było bardziej rozgraniczyć przedziały. Drobne korekty graficzne i byłoby ok. Jedyne co w grze niektórym przeszkadzało, to zlokalizowanie biletów po prawej stronie, a punktów kości po lewej. Ze względu na oznaczenia powinno to być odwrotnie. Wielkość arkusza podyktowana jest kieszonkowym charakterem gry i dla mnie to akurat zaleta. Siła mazaczków nie przeszkadza w niczym, niektórzy bali się, że przebiją arkusz ale tak się nigdy nie stało. Generalnie pomimo drobnych wad graficznych gra się broni, bo mechanika jest bardzo spoko.

– Jak oceniasz regrywalność gry? Czy miałaś ochotę na kolejne rozgrywki?

– Regrywalność jest ok, z uwagi na różne zadania początkowe, chociaż nie jest to gra, w którą chce się grać pięć razy pod rząd. Bywa, że człowiek przywiązuje się do konkretnego zadania i potem może się mylić. Grałam kilkukrotnie i nie mam dość. Znajomych bardzo wciągnęła rozgrywka, za każdym razem grałam z inna ekipa i wszystkim się podobało. Nikt mi nie mówił, że gra jest nudna czy ze słaba.

– Zdefiniuj osobę, która najlepiej będzie się bawić w tą grę: dorosły, dziecko, geek?

– Jeśli chodzi o osoby dorosłe, grałam zarówno z geekami, jak i z ludźmi, którzy mało grają. Bardzo się wszystkim podobało, i śmiem stwierdzić, że nerdy najbardziej zachwalały 🙂 Osobom po piećdziesiątce (ze słabym wzrokiem) raczej gra nie wejdzie, bo trzeba precyzyjnie wpisywać oznaczenia w małych przestrzeniach.

 

 

Dziękuję wydawnictwu Thistroy Games za podesłanie gry do recenzji.

Jeśli podoba Ci się to co robię, polub gambitowy profil na facebooku i instagramie. Będziesz miał dostęp do bieżących informacji, bo publikuję krótkie notki niemal codziennie.

A jeśli będziesz w Gliwicach, wpadnij zagrać. Każda środa, od 17.30 w centrum GCOP przy ul. Studziennej 6. (Chwilowo jesteśmy bezdomni, bo nasze sale zajęto na centrum pomocy rodzinom ukraińskim).