Ale dlaczego cycki?

Zawsze po skończonym spotkaniu w gliwickim kole gier planszowych czekam na Leszka, albo on czeka na mnie. Idziemy tą samą drogą do domu, to razem raźniej i pogadać można. I tak sobie gadamy. O planszówkach, o wydawcach, o dupie Maryni, o rynku planszówek, o tym dlaczego dupa Maryni jest taka sławna, o tym jak zaprojektować najlepszą grę planszową na świecie, odnieść sukces i nurzać się w sławie. Te powroty trwają czasami ponad godzinę, jak nam się gadka rozwinie.

Kilka tygodni temu Leszek zagadnął.

– Widziałeś, powstał nowy serwis blogowy ZnadPlanszy. Czemu Ciebie tam jeszcze nie ma?

– Sam nie wiem – zasępiłem się. – Serwis od razu mi się spodobał. Mam nawet pomysł na blog, ale nie mam czasu, żeby to wszystko ogarnąć. Zarobiony jestem.

– Czas  pojęcie względne, zawsze się znajdzie. Spać nie musisz. A o czym chciałeś pisać?

– Felietony zawsze mają wzięcie. Ludzie lubią czytać lekkie i humorystyczne teksty. To raz. Dwa – na co zwracasz uwagę, jak czytasz recenzję gry?

– Głównie na podsumowanie – odpowiedział Leszek.

– Właśnie. A gdyby tak dodać jedno do drugiego? Zrobić recenzję, z której wywalę opis zawartości pudełka, ograniczę zasady do minimum, zostawię tylko podsumowanie – co w grze fajnego, a co nie. Warto zagrać, czy nie warto? I ubiorę to wszystko w lekką formę pseudo felietonu.

– Może się udać.

– Tylko muszę jakoś zacząć. Zrobić tekst rozpoczynający. I brakuje mi pomysłu…

– E tam, napisz cokolwiek – poradził Leszek. – I wklej cycki. Ludzie wejdą z ciekawości.

W pierwszej chwili parsknąłem śmiechem, ale potem stwierdziłem, że właściwie sam wszedłbym na takiego bloga. Przechodziłem akurat obok mięsnego, gdzie na witrynie wisiała idealna do moich celów reklama. Zatem są fajne cycki. Kurzęce.

I tym sposobem rozpocząłem.