Wyprawa do Newdale

Najpierw była mała karcianka “O mój zboże”, która zyskała miano całkiem sprytnej gry, potem pojawiło się kilka dodatków, aż wreszcie autor, wziął tą samą mechanikę, dodał planszę, parę twistów, fabułę i zamknął całość w dużym pudełku.  Przyznam, że nie nie grałem w “O mój zboże”, dlatego podchodziłem do Newdale jak do czystej karty. I nie miałem problemu z ogarnięciem zasad, pewnie dzięki sprawnie napisanej instrukcji.

Fabularnie masz tu małą królewską epopeję. Umiera król, nowym władcą obwołuje się naczelny budowniczy. Oczywiście nie wszystkim to pasuje. Główny opozycjonista razem z Zakonem Zakapturzonych schodzi do podziemia. Po rewolcie przy północnej granicy okoliczne ludy odbudowują siły, a kruchy pokój jeszcze trwa. I wisienka na torcie – krążą niebezpieczne mity o Lodowych Gigantach, którzy mogą powrócić i zrobić w królestwie jesień średniowiecza. Trzeba zorganizować wyprawę i pofatygować się w lodowe krainy, by zapobiec katastrofie. Dyplomatycznie lub bijąc po mordzie.

 

 

Rozkładasz planszę, planszetki, żetony karty, znaczniki. Ufff sporo tego. Z instrukcji wiesz, że będziesz budować ekonomię, podróżować i tworzyć linię fabularną. Ale po kolei.

Sekwencję tury masz rozrysowaną na planszy gracza. Fajne, wygodne i obrazkowe. Takie wskazówki co masz po kolei robić tuż przed nosem.

Zaczynasz z przytupem, od karty wydarzenia. Jeśli spodziewasz się zaskakujących fabularnie zwrotów, sorry, wydarzenie to instrukcje do wprowadzenia na bieżącą turę. Fabuły nie ma, ale jest bazowa ilość asystentów, którzy będą pomagać wszystkim graczom w ekonomii. Dodatkowi asystenci zostaną wylosowani z woreczka. Jest to jeden z najważniejszych mechanizmów w grze, na nim opiera się szacowanie ryzyka.

Na etapie planowania każdy z grających rozstawia swoje piony akcji. Oprócz pól akcji na planszy, dostępnych dla wszystkich, każdy może zajmować pola akcji na swoich kartach. I tu ujawnia się mechanizm szacowania ryzyka. Otóż na kartach są budynki produkcyjne. W każdym budynku wyprodukujesz odpowiedni towar jeśli pomoże ci odpowiednia ilość asystentów właściwego rodzaju lub dostarczysz właściwy surowiec. Albo jedno i drugie. Tłumacząc prościej. Do fermy bydła sprowadzisz krowę, jeśli pomoże ci jeden zielony i trzech czerwonych pomocników. Karta wydarzenia wskazuje, że po jednym z każdego koloru masz na bank. Resztę albo wyciągnie się z worka, albo nie. Jak jesteś kozak, możesz zwiększyć hodowlę krów, zakładając, że z worka uda się wyciągnąć więcej asystentów czerwonych lub zielonych. Jest jeszcze druga opcja. Jeśli masz na ręku karty z symbolem zboża, możesz dopalić produkcję i bez asystentów ściągnąć krowy. 

 

Uprzedzam wegetarian, teraz będą sceny drastyczne! 

 

Jak masz krowy, możesz wysłać je do rzeźni (brrr). Tam magicznie zamienisz je w mięso (piszę miękko, bo może będą to czytać dzieci?). Po co? Bo chodzi o kasę misiu. Mięso jest więcej warte niż żywa krowa. Wiadomka, za produkt przetworzony płacisz więcej,  dlatego w marketach szynka w plasterkach jest droższa niż kawał wędzonki, który samemu trzeba pokroić. Oczywiście mięso w rzeźni możesz również wyprodukować mając odpowiednich pomocników. 

Takich łańcuchów produkcji jest w grze sporo i odnajdywanie ich daje mnóstwo frajdy. Każdy eurogracz lubi budować, lubi planować i lubi jak mu to wszystko zaczyna sprawnie działać. W Newdale z tym sprawnym działaniem bywa różnie, ale o tym niżej.

Po zabawach z produkcją przychodzi czas na budowanie. Jest bardzo proste. Wystawiasz z ręki kartę budynku przy swojej planszetce. Musisz jedynie zapłacić koszt w pieniądzu. Skąd wziąć kasę? Sprzedaj produkty, które wytworzyłeś wcześniej (np. mięso lub krowy).

 

Przepraszam wszystkie krowy, które poczuły się urażone, że nazwałem je produktem.

 

Na koniec tury odpala się jeszcze budynki specjalne i zaczynasz planować kolejną rundę.

Teraz szybciutko napiszę Ci do czego służy mapa. W końcu zajmuje część stołu i nie leży ot tak sobie, żeby ładnie wyglądać. Kiedy budujesz budynek, stawiasz również znacznik na mapie. Pierwszy znacznik ląduje w Newdale, a kolejne możesz stawiać w miastach połączonych drogami. W ten sposób wędrujesz po królestwie. Co Ci to daje? Poznajesz walory krajoznawcze krainy, rozwijasz swoje wrażliwe wnętrze, uczysz się, że ważna jest droga, a nie cel… A poza tym zdobywasz punkty zwycięstwa, zniżki do budowy kolejnych budynków, żetony premii i realizujesz swoją tajną misję. Nie pisałem o misjach? No to są. I dają ci kolejną możliwość na trzaskanie punktów zwycięstwa.

 

I pamiętaj, podróże wzbogacają wnętrze!

 

Wystarczy. Nagadałem się, a tu trzeba do brzegu. Oczywiście drobnych reguł jest więcej, ale jaki sens o nich pisać? Zagrasz i sam zobaczysz jak to wszystko fajnie działa i dobrze się zazębia. Alexander Pfister zdecydowanie umie tworzyć ciekawe i dopracowane mechaniki. Niestety nie umie robić legacy. Jeśli nastawiasz się na grę mocno osadzoną fabularnie, sorry. Nie tutaj. Owszem jest historia, jest kampania i coś tam się dzieje, ale nie jest jakoś specjalnie ważne. W Newdale robisz łańcuchy produkcyjne i trzaskasz punkty. Kolejne scenariusze wprowadzają nowe narzędzia, żeby nie było nudno. O fabule raczej szybko zapomnisz. Czy to źle? Nie czarujmy się od Pfistera oczekuję działającego euro i dokładnie to dostaję.

 

 

Na koniec fajnie napisać o wadach. Co za recenzja, bez wbicia szpilki. Wyprawa do Newdale jest lżejszym euro niż standardy Alexandra. Jest tu element losowy. Jeśli przeszacujesz ilość asystentów i nie odpalisz produkcji, może mocno zaboleć. Autor wprowadził kilka kół ratunkowych na tą ewentualność, ale jeśli nie masz żadnego, siadaj i płacz. Na na przyszłość będziesz ostrożniejszy.

Losowość jest również w dociągu kart. Są ważne w grze i warto mieć do nich dostęp. Czasami nie podchodzą. Patrzysz w rękę i nie składa ci się żaden łańcuch produkcyjny. Innym razem na finiszu gry wpada Ci budynek, którym robisz mnóstwo punktów zwycięstwa. Wcześniej byłby nieprzydatny, teraz pasuje idealnie. Kiedy dobre karty nie dochodzą i ekonomia słabo się klei, człowieka może ogarnąć frustracja. Zwłaszcza jak lubi mieć wszystko zaplanowane na kilka tur do przodu

Taka właśnie jest Wyprawa do Newdale. Losowość trzeba wziąć na klatę i bawić się grą, bo tego warta. O lagacy polecam zapomnieć i potraktować grę jako zbiór ośmiu scenariuszy różniących się planszami, dostępem do kart czy zdolnościami postaci. Możesz zagrać w dowolny scenariusz, nie musisz zaczynać od pierwszego, jeśli fabuła ci powiewa. 

Ja uwielbiam lekkie euro, takie, gdzie po roku przerwy bez problemu wskakuję w grę przypominając sobie tylko kilka szczegółów. Wyprawa taka jest i chętnie będę do niej wracał co jakiś czas, zwłaszcza, że to gra na godzinkę.

 

Dziękuję wydawnictwu Lacerta za egzemplarz gry przekazany stowarzyszeniu Gambit. Nasza gra od paru tygodni leży zamknięta w siedzibie klubu. Bo covid. Dlatego zdjęcia pochodzą z serwisu boardgamegeek, a ich autorami są: Timo Grieszat, Carsten Burak, Ronald, Emanuel Fratila.

Jeśli spodobał Ci się tekst, polub gambitowy profil na facebooku i instagramie. Będziesz miał dostęp do bieżących informacji, bo publikuję krótkie notki niemal codziennie.